piątek, 17 maja 2013

inspirowane szkolą uczuc cz. 2

Bałam się śmierci ale potrzebowaam rozmowy z kimś bliskim. Z julia moglam pogadać tylko przez telefon. niestety była na wakacjach z rodzicami. Nie chcialam jej psuć wakacji więc powiedziałam że bendą mnie jeszcze badac ze nie wiadomo. Kłamałam. Chcialam zeby sie dobrze bawila.
Wyszłam na samotny spacer do parku. Rozmyslałam o zyciu o śmierci. Siadłam sobie na lawce na przeciwko niewielkiego jeziorka, po którym pływały łabędzie. Siedziałm tak może z 10 minut.
Gdy mialam zamiar wstac zobaczylam Kacpra ... bylam zdziwiona co on tu robi.
- Matko Kacper ale mnie wystraszyłeś - powiedziałam ze zdziwieniem.
- Nie chciałem ci przeszkadzac - urwal jakby miał zamiar cos jeszcze powiedzieć ale w ostatniej chwili sie powstrzymał.- o czym tak rozmyslasz? - zapytał.
- Tak po prostu o zyciu- uśmiechnełam się lekko.
Usiadł obok mnie. Zlapał mnie za rekę tak jakby chciał powiedzieć ze wszstko wie . Spowazniał.
- Czemu nie chcesz mi powiedzieć - zdziwilam się skąd moglby wiedzieć ?
- Czego ? - chcialam sprawdzic o co chodzi.
- O czym rozmyślasz .- odetchnęłam
- Juz mowilam o zyciu- na szczescie sie nie domyslał.
Udalo sie uwierzył. Pocałowal mnie bardzo delikatnie. Wiedzialam ze nie moge mu na to pozwolić. Bo niedługo umrę ... odsunęłam się.
- Muszę już iśc- powedzialam troszkę zdenerwowana
- Już ?- zdziwił sie - czemu ?
- mam coś do załatwienia.
Odeszłam. Obrucilam się tylko raz. Nie chciałam na niego patrzec wiedząc ze juz jutro mogę go nie zobaczyć
Przyszłam do domu. weszlam do pokju i rozpłakałam sie. Bylam zla na siebie na niego na julię sama nie wiem po prostu zła.
Ze zmeczenia zemdlałam jakis czas pózniej obudziłam się w szpitalu okazalo się ze moj stan się pogorszyl.
Nie czulam się jakos inaczej. Dobrze się czulam. Bylam tylko słaba. nie moglam podnieśc głowy bo byla zbyt cieżka.
Zasnęłam . Musiałam odpocząć nikt mi sie nie dziwił.
Gdy się obudziłam zobaczylam nad sobą ... Kacpra !!!drygłam na łóżku i podniosłam się zeby usiaśc.
- Co ty tu robisz ?- powiedzialam mega zdziwiona.
- Jak to co ?- zdziwił się - przyszedłem cię odwiedzić - nachylił sie i mnie pocałowal. zapomnialam się odsunąć.
- juz wiem.- urwał lecz po chwili mowil dalej- twoja mama mi powiedziała.wiem ze jesteś chora.
Zrobilam duze oczy.
- Wyzdrowiejesz.- powiedzial bez przekonania- wiem ze wyzdrowiejesz.
Tydzień pózniej moj stan byl krytyczny. Lekarze powiedzieli rodzicom ze tylko cud moze mnie uratowac.
Myślałam ze to już koniec. Martwilam się tylko o Kacpra. Bałam sie smierci ale bylam na nią gotowa... on nie. 
Tak mijały kolejne dni. Choć nie powinnam życ zyłam ... co prawda pod urządzeniem. ale zylam.
Po upływie roku wypuscili mnie ze szpitala. Poszlam do domu.
przyszedł kacper. Posiedzial troszke i poszedl.
Zemdlałam ... tak mi sie wydawało.
To byl koniec. rak zaatakował ze zdwojoną silom moj organizm tego nie wytrzymał.
umarłam.
nie wiem co sie stało z Kacprem po mojej smierci... myślę ze ulozył sobie zycie bezemnie....


-Ula ? 
- tak ?
- co się stało ?
-Kacper - zanosila się placzem
- co z nim?
- powiedsił sie na struchu....


~Louisa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz