piątek, 24 maja 2013

D.-Niall /cz.2/


Obudziłam się dopiero w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Światło wpadało jedynie przez male okienko. Chcialam się podniesć ale coś krępowało mi ręcę. Byłam zwionzana grubym sznurem. Zaczęłam się krecić licząc na jakiś efekt. Jednak nic z tego.
-Możesz próbować- odezwał się ktoś z kata pokoju, zobaczyłam jak z ciemności wyłania się sylwetka męszczyzny. Na twarzy miał kominiarkę jednak jego jasno niebieskie oczy były dobrze widoczne.
-Wypuśc mnie !- krzyknełam dalej próbujac się oswobodzic. W tym momencie zorientowałam się ze jesteśmy w jakiejś piwnicy, wieć pomyslałam ze może jest nadzieja ze gdzieś w pobliżu domu są ludzie, którzy mi pomogą- Pomocy- zaczęłajm się drzeć- Jestem ktoś ?! -po dłuższym wolaniu zdarłam sobie gardlo i nie mogłam już krzyczeć. ON siedział na krześle przy małym stoliku na którym stała szklanka z wodą i dwie świece.
-Możesz kryczeć do woli- odezwał się spokojnym głosem- nikt cię tu nie usłyszy,- uśmiechnął się szyderczo.
-Czego chcę...- powiedział niezdecydowanie wyciągając coś z kieszenie spodni,- pomyśl czego ja mogę chcieć- przystawił mi nóż, który przed chwilą wyciągnął, do gardła.
-Nie wiem- łzy zaczęły płynąć mi po policzkach- naprawdę nie wiem, nie mam pieniedzy,,,- chciałam pochcamować płyące strużki lecz nie umiałam- wypuśc mnie proszę cie wypuść- popatrzyłam na niego błagalnie, schował nóż z powrotem.
-Już wkrótce się dowiesz czego chce- uśmiechnał się i wyszedł z pomieszczenia. Zobaczyłam jeszcze tylko jak otwiera drzwi i znika w jasnym świetle.
Muszę coś zrobić!” pomyślałam. Zaczełam rozglądać się po pokoju szukając … właściwie sama nie wiem czego szukałam, chciałam po prostu uwolnić się z więzów nie myślałam co dalej.
Jedyne co mogło mi się przydać to świece. Na szczeście zapomniał związać mi nogi, więc najciszej jak tylko umiałam przesuwałam krzesło w stronę stolika. Przyłożyłam obwiązane ręce do płomyczka, uważałam że liny od razu pękną że będzie jak na filmach. Nie było... Plomieć był bardzo słaby, więc musiałam trzmać ręcę bardzo blisko, by były jakieś efekty. Czułam potworny ból ale nie odsunęlam dłoni nawet na milimetr. Koniecznie musiałam się uwolnić. Siedziałam tak chyba z godzinę. Już traciłam nadzieję że to zadziała, Miałam strasznie popażone ręce, czułam okropny ból, którego nie jestem w stanie opisać. Już chciałam opuścić ten pomysł i poszukac czegoś innego, gdy poczułam, że sznur opada. Podniosłam rece i je obejrzałam. Wyglądały strasznie. Były całe czerwone od krwi, Fragmenty skory obleciały na ciemnoszarą podłogę. Nie mialam pojęcia co dalej. Podeszłam do okna... Zobaczyłam ulicę, zaraz potem po drugiej stronie był las. Wyglądało na to że wcale nie jestem tak daleko od domu, wydawało mi się że znam to miejsce ale nie potrafiłam sobie przypomnieć skąd. Piekącymi dłońmi chwycilam zaklamkę by otworzyć okkno, było na tylke duże że mogłabym przez nie uciec.okno otworzyło się jak za dotknieciem magicznej różdżki. Było dość wysoko więc podstawiłam krzeseloko. Wgramoliłam się na parapet i już po chwili byłam poza domem. Miałam ochote skakać z radości, jednak wydawało mi się to za proste.
Nie zastanawialam się nad tym zaczęlam biec w stronę furtki. Biegłam tak szybko jakby od tego zależało moje życie.... i możliwe że zależało.... furtka była zamknieta. Wtedy usłyszałam z oddali JEGO głos:
-Stój- obróziłam się , zacząlbiec. Nie zważając na potworny ból rąk zaczęłam wspinać się po płocie. Już miałam przechodzić na drugą stronę, gdy złamał mnie za kostkę.
-Puszczaj- szarpłam nogą, ale on tylko ścisnał ocniej, wyjał coś z kieszeni bluzy, strzykawka... nie zdążyłam powiedzieć ani słowa wbił igłę w moja łydkę...

Znów obudziłam w ponurym pomieszczeniu, tylko tą razą przywiązana bylam do słupa dużo grobszym sznurem.On znów siedział w kacie przyglądając mi się.
-Niegrzeczna z ciebie dziewczynka- powiedział ironicznie- chciałaś ode mnie ucieć i o najlepszego narobiłaś ?- Podszedł i dotknąl mojej dloni.- Masz szczęście lekarz już tu jedzie.- To oznaczało że nie chce mnie zabić. Postanowiłam to wykorzystac.
-Skoro nie chcesz mnie zabić, ani nie trzymasz mnie dla okupu to po co do cholery jestem ci potzrebna?- ostatnie słowa wykryczałam.
-Ano jesteś- odezwał się spokojnie siadając na krześle.
-Po co – spytalam przyciszonym blagalnym głosem.
Nie odpowiedział.
Około pół godziny pózniej przyjechał lekaż, obejżał moje rec powiedział że to nic poważnego i zapisał jakąś tam maść.
On nie chcąc zapewne zostawić mnie samej po raz drugi zadzwonił do kogoś, to musial być jego dobry kolega, bo z rozmowy wynikało że już wcześniej wiedział o wszystkim. Kilka minut później pojawił się również zamaskowany. Jego czarne loczki wystawaly spod kominiarki.
-Cześć, jeste..- zawienił głos jakby przypomniał sobie w jakim jest położeniu.- a ty ? - zaśmiał się.
-Czy to ważne- zdenerwowałam się.
Przez kilka następnych dni pilnowali mnie na zmianę ten pierwszy bardzo się mną opiekował, nawet czesał mi włosy.
Nie pamietam ile to dokładnie było dni 7 -8 może 9.W każdym razie już się nie bałam i zorwazyłam wszystkie opcje ucieczki. Nie było wyjścia jak czekać.
W końcu coś się wydażyło, wbiegł do pomieszcenia ten drugi i wyciągnął teho 1 w ręce trzymał mój telefon. Po chwili kłutni podeszli do mnie i pokazali mi ekranik.
Na wyswietlaczu ukazał się numer nialla. … chciał do mnie zadzwonić. Zrobiłam duże oczy.gdybym mogła już bym oddzwaniala... Wzięli telefon i napisali na ten numer : Jeżeli chcesz zobaczyc Katky przyjdż pod klub „vegas” - Teraz bałam się o niego...

cz.2 

~Louisa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz